środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział dwudziesty piąty

- Jestem wykończona - jęknęła Kimiko,  padając ciężko na łóżko. Sakura otrzymała łaskawie zaproszenie do jej pokoju, który był niesprawiedliwie duży w porównaniu do jej własnego. No cóż, uroki bycia porucznikiem. Pokój Kimiko miał ten sam brudny szary kolor co Sakury, ale Sentoki miała szersze łóżko, nad którym wisiał regał z książkami, gigantyczną szafę i solidny stolik z czterema krzesłami. Sakura zaczęła poważnie rozważać kradzież przynajmniej jednego krzesła. W końcu Kimiko nie potrzebowała ich tak wiele. 
- Przynajmniej stan większości pacjentów się ustabilizował - westchnęła z ulgą właścicielka pożądanych przez Sakurę mebli.
- To niemal cud, jeśli pomyśli się o warunkach w jakich wcześniej żyli. - Minęły już prawie dwa tygodnie odkąd Haruno brawurowo postawiła się przywódcy i wymusiła na nim udostępnienie wolnych pomieszczeń dla chorych. Zyskała sobie tym samym paru sprzymierzeńców, w postaci Kimiko i pacjentów w lecznicy jak i niesamowitą ilość wrogów czyli resztę organizacji, której niekoniecznie spodobał się jej sposób traktowania Asamiego. Co sprowadzało się do kolejnego problemu. Przywódca mimo niezbyt dyplomatycznego zachowania jakim został potraktowany, zgodził się na jej warunki. Pytaniem teraz było, co stało za tą dość niespodziewaną decyzją. Troska Asamiego o swoich ludzi czy po prostu fakt, że czegoś od niej chciał - oprócz bycia ich medykiem, bo na to znalazł już oczywiście sposób.  
Sakura wzdrygnęła się i zmarszczyła brwi, wyczuwając znajdującą się w pobliżu chakrę. 
- Dlaczego Łowca krąży wokół moich drzwi? Asami wyznaczył mi psa ochronnego? - warknęła.
Kimiko zbladła i przymknęła oczy,  tak jak Sakura sprawdzając chakrę w pobliżu. Po czym - o ile było to możliwe - zbladła jeszcze bardziej. 
- Coś nie tak? - zapytała Sakura.
Kimiko spojrzała na nią spłoszona i zdecydowanie zbyt energicznie pokręciła głową. Haruno zmrużyła oczy. 
- Łowca ci groził? - palnęła prosto z mostu. Kimiko po raz kolejny zaprzeczyła, a Sakura zaczęła się zastanawiać czy jest możliwym, żeby komuś odpadła głowa od zbyt mocnego kręcenia nią. - Więc dlaczego cię śledzi? Bo śledzi cię, prawda? - dociekała.
Kimiko westchnęła głośno i spojrzała na nią udręczonym wzrokiem.
- Katsuo... chodzi za mną od pewnego czasu - zaczęła niepewnie. Sakura przypomniała sobie, że tak właśnie zwał się ich ulubiony łowca.
- Zrobiłaś mu coś? Zabiłaś kota, zabrałaś kanapkę?
- To nie powód do żartów! - warknęła Kimiko, ale Sakura z dumą i nutką wzruszenia zauważyła rozbawienie w oczach blondynki. W końcu ktoś kto doceniał jej poczucie humoru! - Katsuo był na tyle miły, aby powiadomić mnie o swoim zainteresowaniu moją osobą - wyrzuciła z siebie patrząc na Sakurę z wahaniem. Haruno jedynie zmarszczyła brwi.
- Jakim zain... ZAINTERESOWANIU?! - wykrzyknęła, by po chwili wybuchnąć gromkim śmiechem.
- Mówiłam, że to nie jest powód do żartów! - warknęła Kimiko, cała czerwona na twarzy. - Wszędzie za mną łazi i śledzi każdy mój ruch!
Sakura otarła łzy rozbawienia, z całej siły starając się opanować.
- Po prostu nie mogę sobie wyobrazić Łowcy wyznającego komuś miłość. Jak to w ogóle wyglądało? JA. TY. JASKINIA. - ponownie wybuchła śmiechem i tym razem Kimiko jej zawtórowała.
- Niewiele się to od tego różniło - odparła. - Powiedziałam mu, że nie jestem gotowa na związek i od tamtej pory wiernie za mną podąża i czeka aż zmienię zdanie - westchnęła ciężko, odganiając resztki rozbawienia. - Nie mogę nic z tym zrobić. Przecież nie pójdę do przywódcy i nie powiem mu, że jego prawa ręka łazi za mną niczym zagubiony szczeniak. 
Sakura przypomniała sobie co powiedział Sasuke. Asami nie liczył się ze zdaniem Kimiko, a ona sama nie wydawała się mieć do niego dużego szacunku.
- Dlaczego dołączyłaś do organizacji? - zapytała ostrożnie Sakura.
Kimiko zamarła na chwilę po czym wzruszyła ramionami.
- Miałam swoje powody. Nic specjalnego.
Sakura czekała na kontynuację wypowiedzi, ale jej towarzyszka zamilkła, wyraźnie dając jej do zrozumienia, że nie chce rozmawiać na ten temat.
- Czemu wszyscy jesteście tacy wrażliwi na ten temat? - Przewróciła oczami. - Najpierw Hibiki, teraz ty. Jeszcze mi powiedz, że tak jak on zamienisz się w obrażoną księżniczkę. Poważnie ludzie, jeszcze trochę a już całkowicie stracę nadzieję na jakąkolwiek rozmowę z przebywającymi tu ludźmi. 
Kimiko wpatrywała się w nią zaskoczona jej nagłym wybuchem, po czym z podejrzliwym spojrzeniem zapytała:
- O czym rozmawiałaś z Hibikim?
Sakura machnęła ręką.
- Nie musisz martwić się chłopakiem. Nie powiedział nic szczególnego. Chciałam się tylko dowiedzieć co skłoniło go do dołączenia do tego apodyktycznego dupka, którego macie zwyczaj nazywać przywódcą. Jednak włączył mu się tryb niemowy i zbyt wiele się nie dowiedziałam. - Westchnęła ciężko. - Niezbyt przyjemnie się tu żyje, gdy nie masz do kogo się odezwać.
Kimiko wciąż patrzyła na nią taksującym wzrokiem, ale nieco się rozluźniła. 
- Możesz rozmawiać ze mną - powiedziała cicho. - Ja też nie mam zbyt wielu ludzi do rozmowy - skrzywiła się.
Sakura uśmiechnęła się zachęcająco.
- Ludzie są do dupy. Jestem za tym, żeby zamienić się w antyspołeczne osobniki, jedzące po kryjomu czekoladę i wytykające wady innych ludzi dla poprawy humoru. Jesteś ze mną?
Kimiko roześmiała się.
- Jasne, musimy tylko załatwić czekoladę.
- Wiesz... - zaczęła Sakura konspiracyjnym głosem. - Zawsze możesz napomknąć uroczemu prześladowcy o swoich nawykach żywieniowych.
- Znając go, przyszedłby z toną czekolady, rzuciłby ją we mnie i wykrzyknął: Zdobyłem dla ciebie jedzenie kobieto, teraz masz mnie wyiskać!
Sakura była właśnie zajęta zbieraniem się z podłogi i próbą odzyskania oddechu, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Ocierając łzy rozbawienia, poszła zobaczyć kto przeszkodził im w jakże inteligentnej konwersacji.
Otworzyła drzwi, by zobaczyć w nich wyraźnie przestraszonego Hibikiego.
- Coś się stało? - zapytała zdziwiona.
Hibiki spojrzał na nią z wielkimi oczami, zszokowany jej obecnością tutaj.
- G-gdzie jest...
- Tutaj jestem - krzyknęła Kimiko, zrywając się z łóżka.
- O co chodzi? - zapytała stanowczo.
- Sentoki-san – pochylił się z szacunkiem, na co sama zainteresowana machnęła ręką. - Właśnie otrzymaliśmy informację, że Souma-san został zabity.
- Souma? - Kimiko spojrzała na niego z niedowierzaniem. Sakura przypomniała sobie jak Sasuke mówił o hierarchii Fukushu. Souma był jednym z poruczników. - Przez kogo? - dociekała Sentoki.
Hibiki zerknął niepewnie na Sakurę na co w odpowiedzi westchnęła ciężko.
- Mam wyjść?
- Mów – powiedziała stanowczo Kimiko.
Hibiki zawahał się, ale wykrztusił wreszcie:
- Konoha. 
Sakura wytrzeszczyła oczy. To była dość niespodziewana informacja. Zerknęła niepewnie w stronę Kimiko, ale ta wpatrywała się w Hibikiego ze zmarszczonymi brwiami.
- Sentoki-san! - Sakura wychyliła się, żeby zobaczyć biegnącą w ich kierunku dziewczynę. Miała rude kręcone włosy i masę piegów na policzkach. Zatrzymała się tuż przed nimi próbując złapać oddech. - Sentoki-san, przywódca zwołał zebranie.  
Kimiko pokiwała tylko głową. 
- Domyślam się.
- W takim razie - zaczęła niezręcznie Sakura - chyba pójdę do siebie.
Dziewczyna dopiero teraz zauważyła jej obecność.
- Och! Ty! 
Sakura powstrzymała się przed skomentowaniem tego potoku elokwencji. Rudowłosa najwyraźniej zorientowała się ze swojej wpadki bo pokryła się czerwienią dumnie konkurującą z jej włosami.
- Przywódca prosił też o ciebie!
- O mnie? - zapytała Sakura, chociaż nie była tym zbytnio zdziwiona. W końcu zabójca pochodził z Konohy.
- Wysłał kogoś do twojego pokoju.
Kimiko wzruszyła ramionami.
- Równie dobrze może iść z nami. - Sakura uśmiechnęła się do niej lekko. - Chodźmy! Przywódca nie będzie na nas czekać.
~*~
Oczywiście musieli pojawić się jako ostatni – pomijając jakże wspaniałego przywódcę i o dziwo Katsuo aka Łowcę - skupiając na sobie spojrzenia wszystkich obecnych. Niemal każdy patrzył na nią z niechęcią tak wielką, że zaczęła się zastanawiać, kiedy pójdą ściany od nagromadzonego tu napięcia. Odszukała wzrokiem Sasuke. Był właśnie pogrążony w rozmowie z niewielkiej postury mężczyzną, którego nie rozpoznawała. Zaalarmowany poruszeniem na sali Sasuke podniósł wzrok i spojrzał prosto na nią. Sakura całą sobą starała się powstrzymać zdradziecki rumieniec wkradający się na jej policzki, ale sądząc po aroganckim uśmieszku jaki pojawił się na jego ustach, nie do końca jej się to udało. 
Usiadła, a Kimiko z Hibikim zajęli miejsca po jej obu stronach, jakby chcieli ją odgrodzić od wrogich spojrzeń.
Co oczywiście nie odniosło żadnego skutku.
Korzystając z nieobecności Asamiego i brakiem chęci do rozmowy jej towarzyszy, Sakura wróciła myślami do pocałunku z Sasuke. Chociaż jakby się nad tym zastanowić czy mogło to być zakwalifikowane jako pocałunek? Ich usta ledwo się zetknęły…
Zaczęła kręcić się nerwowo na krześle, zwracając tym uwagę Kimiko, która posłała jej pytające spojrzenie. Haruno pokręciła tylko głową.
To nie miało znaczenia. Na pewno nie większego niż wypowiedziane przez Sasuke słowa.
„Nie będę długo czekać” 
Co do cholery miał przez to na myśli? Że nie będzie długo czekał na znalezienie rozwiązania na jego uwolnienie? Nie, to nie miało sensu. Nawet wielki Jestem-Taki-Wspaniały-Uchiha nie miał tu za wiele do gadania. Po za tym, nie musiałby robić z tego takiej dramatycznej sceny. Mimo, że dramaturgia była najwyraźniej zakodowana w genach rodu Uchiha.
- Suka - syk mężczyzny siedzącego na przeciwko wyrwał ją z rozmyśleń. Spojrzała na niego zaskoczona i utwierdziła się w przekonaniu, że było to skierowane do niej.
- Wstrzymaj konie kolego, nie wydaje mi się, żebyśmy znali się na tyle by wymieniać między sobą uprzejmości. A uwierz mi, taką piękną twarz z pewnością bym zapamiętała - dodała wskazując palcem jego krzywy nos, który bez wątpienia został w przeszłości kilkakrotnie złamany. 
- Czy masz jakiś problem, z medykiem powołanym osobiście przez naszego przywódcę? - Kimiko wtrąciła się do rozmowy. Powołany może nie było słowem jakie Sakura by użyła w swoim kontekście, ale nic nie powiedziała, zszokowana, że Kimiko staje w jej obronie. Podobnie jak złotousty mężczyzna, który odrzucił gniewnie opadające mu na twarz włosy i warknął:
- Co to ma znaczyć Sentoki? 
Kimiko uniosła brew, w odpowiedzi na jego ton, rzucając mu spojrzenie jakiego nie powstydził by się sam Sasuke Uchiha.
- Czy to jest sposób w jaki powinieneś się odzywać do swojego przełożonego, Yasutora? - wysyczała.
Yasutora najwyraźniej właśnie tak uważał.
- Nie jesteś moją przełożoną! Tylko Asami ma nade mną władzę! Ty jesteś tylko małą zdradziecką su... - Piękne słowo na „ s ” zamarło na jego ustach, a Sakura bardzo dobrze wiedziała dlaczego. Odwróciła się by z radością powitać wściekłego Katsuo miażdżącego wzrokiem Yasutorę. Haruno miała ochotę zaklaskać z uciechy. Łowca nie mógł wybrać lepszego momentu na wejście. Niestety, zanim miała zaszczyt zobaczyć pierwszorzędne mordobicie, Asami wkroczył do sali stanowczym krokiem i z – oczywiście – powiewającą z tyłu peleryną. Sakura miała ochotę rozejrzeć się za tajemniczym źródłem wiatru. Jednak skupiła swój wzrok na Katsuo, który posłał Yasutorze ostatnie mordercze spojrzenie i usiadł przy stole. Sakura dała Kimiko dyskretnego kuksańca, wiedząc że będzie się z niej śmiała przez resztę dnia. Rozejrzała się po sali, żeby zobaczyć czy wywołali duże zamieszanie. Dokładnie wszyscy wlepiali w nie swoje spojrzenia. Westchnęła ciężko i spojrzała w kierunku przywódcy.
Asami zajął miejsce na szczycie stołu, pomiędzy Łowcą a Yuwako. Przywódca ledwo zdołał usiąść, kiedy kobieta przyczepiła się do jego ramienia jak pijawka, rzucając Sakurze pogardliwe spojrzenie, jakby podejrzewała, że Asami jest obiektem jej zainteresowań. Haruno miała ochotę podnieść ręce i wykrzyczeć: „Z tej strony nie odnotowano zagrożenia!”
- Rozumiem, że każdy z was został poinformowany dlaczego się tutaj znaleźliśmy? - zapytał Asami i bez czekania na jakąkolwiek reakcję kontynuował: - Jeden z ludzi Katsuo znalazł ciało Soumy jakieś pięć kilometrów stąd. Obecnie jego oddział przeczesuje teren w poszukiwaniu śladów. 
- Ale skąd pomysł, że został zabity przez kogoś z Konoha? - wypaliła Sakura, a po dziwnych spojrzeniach jakie otrzymała zrozumiała, że popełniła błąd. Przywódca nic nie mówił o podejrzanych. - T-tak powiedział Hibiki - wydukała na siedzącego obok niej chłopaka, który skurczył się w sobie pod stalowym spojrzeniem Asamiego. Sakura nie chcąc narobić mu kłopotów szybko dodała: - Podsłuchałam jak zdawał raport Kimiko - wzruszyła ramionami i wewnętrznie przybiła sobie piątkę, że nie wkopała dodatkowo medyczki. Asami nie byłby pewnie zadowolony, że pozwoliła Sakurze wysłuchać poświęconych dla porucznika informacji.
Cieszyła się, że nie siedzi na przeciwko Sasuke, który pewnie patrzył teraz na nią jak na idiotkę.
- Konoha dość dobitnie dała nam znać, że chce z nami wojny - Asami kontynuował swoją wcześniejszą wypowiedź jakby chaotyczne tłumaczenie Sakury nigdy nie miało miejsca. 
- W jaki sposób? - dociekała niezrażona tym Haruno.
Ciężkie spojrzenie Asamiego wywołało u niej dreszcze.
- Wycieli mu znak Zielonego Liścia na czole - powiedział, wywołując falę oburzonych głosów na sali.
Sakura spojrzała na Sasuke i po jego wyrazie twarzy wiedziała, że nie dowierza tej sytuacji tak samo jak ona. Takie zachowanie nie pasowało do shinobich Konohy. Bezczeszczenie zwłok - o ile ten cały Souma był już martwy, gdy wycięto mu znak - i chełpienie się czyjąś śmiercią? Oczywistym było, że Sakura nie znała każdego, pojedynczego shinobi w wiosce, ale była zaznajomiona z tymi wystarczająco silnymi do zabicia porucznika Fukushu. I żaden z nich nie posunąłby się do tak haniebnego czynu.
Członkowie Fukushu zerkali na nią i na Sasuke z taką nienawiścią, jakby to oni byli mordercami ich porucznika. Na sali rozległy się pojedyncze szepty i Sakura wyłapała kogoś planującego już zemstę na Konoha. Ogarnęła ją panika. Powinni coś zrobić! Z rozpaczą spojrzała na Sasuke, który patrząc prosto na przywódcę powiedział cichym lecz ostrym niczym stal głosem:
- Hokage nigdy by nie pozwolił na znakowanie przeciwnika w ten sposób. - Wszyscy zamilkli skupiając się na nim swoją uwagę. - Jeśli zrobił to ktoś z Konoha, Hokage na pewno nie miał z tym nic wspólnego. 
- Skąd ta pewność? - odezwał się Yasutora. Sakura przewróciła oczami. Ten koleś naprawdę potrzebował, żeby ktoś obił mu twarz. Mężczyzna wbił swoje spojrzenie o barwie błota w nic nie robiącego sobie z tego Sasuke - No tak, przecież bardzo dobrze znasz swojego przyjaciela - wysyczał, wymawiając przy tym słowo przyjaciel jak największą obelgę. Brakowało tylko, żeby przy tym splunął. Kilka osób zgodziło się głośno z Yasutorą. Asami po prostu patrzył na Sasuke nieodgadnionym spojrzeniem. Sakura uznała, że Uchiha potrzebuje nieco wsparcia.
- Przyjaciel? - warknęła. - Nie rozśmieszaj mnie. Nasza trójka była drużyną tyle czasu, a ten drań próbował nas zabić! Naruto chciał za wszelką cenę dać mu drugą szansę, a teraz proszę! Gdy tylko trafiła się okazja obrócił się przeciwko nam. Ten człowiek nie zasługuje, aby być nazywanym przyjacielem przez kogokolwiek! Dwulicowy drań! - Posłałam Sasuke najbardziej nienawistne spojrzenie na jakie było mnie stać, czując przy tym lekkie wyrzuty sumienia. Takie naprawdę malutkie.
- Odbiegamy od tematu - zauważył słusznie Asami.
- Domniemana przyjaźń pomiędzy Uchihą - niemal wypluła jego nazwisko -  a Naruto nie ma tu nic do rzeczy. Każdy w Konoha wie, że Hokage nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Możecie zapytać kogo tylko chcecie, Naruto nie jest takim typem osoby. - Sakura niemal dyszała po swojej, nie oszukujmy się, nadzwyczajnej przemowie. Spojrzała na Asamiego, doszukując się tego samego zachwytu jaki ona czuła, jednak przywódca jedynie patrzył na nią zamyślonym wzrokiem. Powstrzymała prychnięcie i zmusiła się, żeby patrzeć na niego z tą samą pewnością siebie, z która uważała, że Naruto Uzumaki nie odpowiada za to morderstwo.
- W porządku - powiedział powoli. - załóżmy, że wam wierzę. Chcecie w takim razie powiedzieć, że w Konoha jest ktoś kto działa bez wiedzy Hokage?
Wzruszyłam ramionami.
- Ostatnio nie bywaliśmy w Konoha - odparłam z sarkazmem. - Ale przypomnij mi, żebym to sprawdziła następnym razem, kiedy się tam wybiorę.
Sakura widziała, że Asami jest bardzo blisko zniżenia się do bycia zwykłym śmiertelnikiem i przewrócenia oczami. Niestety tylko spojrzał na nią z politowaniem. 
- Z samych spekulacji nic nie wyniknie - stwierdził. - Musimy poczekać na raport oddziału Katsuo. Na razie możecie odejść. 
Ludzie zaczęli podnosić się z krzeseł, więc poszła ich śladem. Yasutora z kolei prawie zabił się o własne nogi wybiegając z sali. Sakura pokręciła głową. Z własnego doświadczenia wiedziała, że Łowca uwielbia gonić swoją zwierzynę. Katsuo potrącił ją w drodze do wyjścia, ale życzyła mu tylko powodzenia. 
~*~
Musiała jak najszybciej porozmawiać z Sasuke. Gdy wracali ze spotkania nie miała możliwości, żeby się z nim skontaktować bez wzbudzania podejrzeń. Miała więc nadzieję, że Uchiha da rade prześlizgnąć się do jej pokoju tak jak ostatnio. Zwłaszcza, że nie miała pojęcia gdzie jest jego pokój. Co z kolei sprowadza się to pytania, skąd Sasuke wiedział, gdzie znajduje się jej? Nie mógł przecież używać sharringana mając zablokowaną chakrę. 
Drzwi do jej pokoju uchyliły się i spojrzała prosto w obsydianowe oczy Sasuke. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na jej jedynym i na dodatek krzywym krześle. Była tym nieco zdziwiona, zważywszy na to, że ostatnio władował jej się prosto pod kołdrę. 
- Musimy porozmawiać. 
- Dobrze, że przyszedłeś. Zwłoki oznakowane w ten sposób... Dzieje się coś naprawdę złego.
Przytaknął.
- Możliwe, że sprawca to tylko jakiś nadgorliwy shinobi z naszej wioski - powiedział, ale sądząc po jego minie nie do końca w to wierzył. - Jednak jeśli to był ktoś spoza Konoha...
- To chce wywołać wojnę między nami a Fukushu - dokończyła Sakura ponuro. 
- Dobrze by było porozmawiać z Naruto.
Sakura westchnęła.
- Rozumiem cię, to strasznie frustrujące, że nie możemy tego wszystkiego z nim przedyskutować. - Posłała mu krzywy uśmiech, ale nie odwzajemnił go.
- Musimy się stąd jak najszybciej wydostać. Wiesz coś już o tym jutsu? Jak mnie uwolnić?
Zmarszczyła brwi. Przecież dobrze wiedział, że to nie jest takie łatwe.
- Nie miałam ostatnio czasu, musiałam ciągle zajmować się pacjentami, ale spróbuję wyciągnąć coś...
- Nie mamy czasu na twoje zabawy w szpital - wysyczał. - Zamiast leczyć wroga może zajęłabyś się własną wioską!
Sakura zamarła zszokowana. Dlaczego tak nagle na nią naskakuje? Spojrzała na niego z niedowierzaniem. 
- O co ci chodzi? Przecież wiesz, że robię co mogę. Jakbyś nie zauważył jestem tutaj więźniem! I robię to co mi karzą! 
- Nie musiałaś prosić o dodatkowe sale. Mogłaś pozwolić im zdechnąć i powiedzieć, że nic nie dało się zrobić. 
- Jestem lekarzem! Naprawdę sądzisz, że mogłabym coś takiego zrobić
- Naprawdę chodzi tu tylko o bycie lekarzem? Jak dla mnie za bardzo spoufalasz się z wrogiem.
- Przypomnę ci po raz kolejny, że jestem tutaj więźniem - wysyczała. - Czy mam ci to przeliterować? Poza tym muszę się jak to nazwałeś spoufalać! Jak już zdążyłeś mi wypomnieć szukam sposobu na uwolnienie cię z jutsu, a to jest jedyny sposób, żeby wyciągnąć jakieś informacje!
- Nie udawaj, że tak się martwisz co się ze mną stanie. Przecież jestem tylko dwulicowym draniem, który chce wszystkich pozabijać! - W tym momencie trybiki w mózgu Sakury, które próbowały wyjaśnić nienormalne zachowanie Uchihy, wskoczyły na swoje miejsce.
- To o to jesteś zły? O to co powiedziałam podczas spotkania? - Sakura sapnęła z oburzenia. - Przecież musiałam to powiedzieć! Inaczej spaliłbyś swoją rolę. - Potrząsnęła głową. - Przecież spędziliśmy razem tyle czasu. Nie pomyślałeś chyba, że powiedziałam to wszystko na poważnie? Prawda? 
Cisza jaka zapadła, poinformowała ją, iż jak najbardziej mógł pomyśleć. Była oburzona. Dlaczego w ogóle... Chociaż jakby się nad tym zastanowić nie traktowała go jakoś szczególnie miło. Ale nie była też strasznie wredna! No cóż, przynajmniej ostatnio.
- Jednak to w ten sposób myślałaś o mnie do tej pory, prawda? Dlatego tak łatwo przyszło ci to powiedzieć. - Najgorsze było to, że nie mogła zaprzeczyć, ale dziwił jej się? Zapomniał, że jej opinia na jego temat nie wzięła się bez powodu?
- Dobrze wiesz, że nie zaczęłam tak myśleć sama z siebie. Miałeś w tym duży udział! - Widziała, że złość na jego twarzy ustępuje poczuciu winy. - Jednak to już przeszłość. W tym momencie... jakby to... to nie tak, że jestem teraz twoją wielką fanką, ale... Nie nienawidzę cię! - wypaliła. 
Sasuke spojrzał na nią unosząc brew.
- Nie nienawidzisz mnie? To chyba... postęp.
- Dobra, to nie zabrzmiało najlepiej - przyznała. - Toleruję twoją egzystencję? - Jego spojrzenie powiedział jej, że nie jest to rzecz, którą chciał usłyszeć. - Więc co chcesz, żebym powiedziała? - warknęła zirytowana.
- Prawdę!
- Przecież...
Sasuke zerwał się z krzesła i przycisnął ją do łóżka, trzymając mocno jej ramiona.
- Co ty wyprawiasz? - wykrztusiła.
- Co do mnie czujesz, Sakura? - wyszeptał. Zamarła jak porażona. Tego się nie spodziewała. Całym sercem wolała arogancką i pewną siebie wersję Sasuke. Wersję, którą łatwiej było zlekceważyć. Wersja, która szeptała zbolałym głosem i patrzyła na nią tak intensywnie nie pozwalała jej zignorować tego co robił. 
- J-ja... - wyjąkała zszokowana.
Sasuke objął spojrzeniem jej całą twarz, po czym zacisnął usta w cienką linię. Wyglądał jakby żałował tego co zrobił. 
- Nie powiesz mi nawet w takiej sytuacji? - westchnął i puścił jej ręce, siadając obok niej. - Chyba narazie muszę się zadowolić byciem tolerowanym.
- Czekaj - wymamrotała, gdy jej mózg zaczął z powrotem funkcjonować. - Chcesz powiedzieć, że udawałeś? - Odpowiedź była wypisana na jego twarzy. Sakura czuła jak jej policzki pokrywają się czerwienią. - Dlaczego to zrobiłeś? Ta cała szopka, że uwierzyłeś w to co powiedziałam na spotkaniu, to też kłamstwo?
- Cóż... nie do koń...
Uderzyła go w ramię, z pewnością nabijając mu wielkiego siniaka, chociaż z chęcią skręciłaby mu po prostu kark.
- Dlaczego to zrobiłeś? - zapytała ponownie. 
- Żebyś w końcu to przyznała! 
- Co przyznała?
- Że dalej coś do mnie czujesz, idiotko!